Inflacja
W ekonomii inflacja oznacza najczęściej zjawisko wzrostu cen przy tym samym wolumenie dóbr w wymiarze fizycznym (tj. realnie) i nie zmienionej ich jakości. Jeśli zaś wolumen realny i (lub) jakość rośnie, to inflacja oznacza, że ceny rosną jeszcze szybciej. Jeśli więc potrafimy zmierzyć ilość jakichś dóbr w jednostkach fizycznych (kilogramach, litrach itp.; mamy tu oczywisty problem agregowania, czyli sumowania tych różnych wielkości) w dwóch momentach łub okresach i stwierdzimy, że ułegła ona zmianie np. o 10%, zaś wartościowa ich wielkość (tj. ilości tych dóbr pomnożone przez ich ceny i zsumowane) wzrosła o 20%, to wskaźnik inflacji (czyli samego wartościowego „rozdęcia”) wyniósłby ponad 9%. Potrzebne jest wyjaśnienie na temat użytego tu słowa „wartość”. W naszym ujęciu nie ma ono nic wspólnego z jakąkolwiek cenną substancją (zawartością) dóbr ekonomicznych, jak to jest u starych klasyków ekonomii angielskiej łub u Karola Marksa, który myślał w tym przypadku o tzw. społecznym nakładzie pracy. U nas oznacza ono tylko rynkową wycenę tych dóbr w jednostkach obowiązującej w danym kraju waluty. Nie jest to więc to, co myślą o wartości niektórzy profesorowie, lecz to, co rynek jest gotów dać za te dobra. W niektórych sytuacjach mówimy o hiperinflacji. Wielu ekonomistów nazywa tak szczególnie szybki wzrost cen (np. kilkudziesięcioprocentowy). Ponieważ granica między różnymi szybkościami wzrostu cen ustalana jest tu zupełnie arbitralnie, proponujemy termin hiperinflacja zarezerwować dla szczególnego (i bardzo groźnego dla gospodarki) przypadku, kiedy rośnie tempo wzrostu cen (w kolejnych okresach przyrost cen jest coraz wyższy). Następuje więc wówczas narastanie inflacji.
To, co powiedzieliśmy dotychczas o inflacji, odnosi się jednak tylko do powierzchni zjawisk. Musimy sięgnąć głębiej i zapytać o przyczyny inflacji.
Bezpośrednią przyczyną inflacji jest powtarzalne przewyższanie podaży przez popyt. Jest to więc odnawiająca się nierównowaga braku (niedoboru). Nabywcy systematycznie pragną kupić więcej, niż sprzedawcy pragną im dostarczyć. Jeśli tak się dzieje, to możliwe są dwie sytuacje.
Sytuacja pierwsza: kiedy ceny są giętkie, czyli samoczynnie zmieniają się w przypadku nierównowagi. Wówczas równowaga jest przywracana przy wyższych cenach. Jeśli następuje to powtarzalnie, to ceny nieustannie rosną. Jest to najbardziej typowy dla gospodarki kapitalistycznej rodzaj inflacji, którą nieraz nazywa się inflacją cenową.
Sytuacja druga: jeśli ceny są sztywne (czy to z powodów technicznych, np. tarć w działaniu mechanizmu rynkowego, czy instytucjonalnych, najczęściej kontroli władz państwowych), to nierównowaga ujawnia się w postaci kolejek, rozdzielnictwa i z reguły towarzyszącego temu czarnego rynku. Takie zjawiska w rozwiniętym, cywilizowanym kapitalizmie są rzadkie (występują jednak np. w gospodarce wojennej), natomiast stanowią regułę w gospodarce centralnie kierowanej typu sowieckiego. Użyliśmy czasu teraźniejszego, gdyż ciągle są kraje, gdzie jest to norma, np. na Kubie czy w Korei Północnej. W końcowej fazie gospodarki PRL występowały obok siebie obie wspomniane formy inflacji.
W dalszym toku wykładu używając terminu inflacja bez dodatkowego kwalifikatora będziemy mieli na myśli inflację cenową. .
Pójdźmy jednak dalej i zapytajmy: a co jest przyczyną wspomnianej powtarzalnej nierównowagi między popytem i podażą?
Po pierwsze, zwiększona podaż pieniądza, jeśli się powtarza. Odpowiedzialna za to jest polityka rządu, działalność banków (z bankiem centralnym na czele), żądania związków zawodowych i presja populistycznych partii politycznych. Po drugie, ograniczona podaż dóbr, czego przyczyną są ograniczone zasoby czynników wytwórczych, niedostateczne inwestycje, niedostateczne zainteresowanie biznesu rozszerzaniem działalności gospodarczej, co często wynika z polityki władz państwowych (np. z fiskalizmu). Po trzecie, z wad właściwych systemowi gospodarczemu, np. z niedostatecznej giętkości płac czy stóp procentowych. W praktyce współczesnej gospodarki kapitalistycznej inflacja wynika najczęściej z wszystkich tych trzech przyczyn naraz.
Inflacja przekraczająca pewien niewielki poziom, np. 2—3% rocznie, uważana jest za zjawisko patologiczne, które negatywnie wpływa na działanie gospodarki oraz ma niekorzystne skutki społeczne i polityczne. Mówiąc o oddziaływaniu inflacji na aktywność gospodarczą, trzeba wymienić przede wszystkim trzy rodzaje skutków.
Po pierwsze, inflacja technicznie utrudnia prowadzenie rachunku ekonomicznego, a więc przeszkadza w racjonalnym gospodarowaniu przedsiębiorstwem i gospodarstwem domowym. Po drugie, inflacja zwiększa niepewność co do przyszłych przychodów i kosztów, osłabiając przedsiębiorczość (chęć do podejmowania, rozszerzania i racjonalizowania działalności gospodarczej). Po trzecie, zniechęca do oszczędzania i pożyczania pieniędzy.
Powyższe wyjaśnienia nie całkiem jednak pasują do niektórych sytuacji, z jakimi mamy do czynienia w życiu. Sprawa bywa bowiem bardziej skomplikowana. W szczególności chodzi nam tu o dwa przypadki.
Pierwszy dotyczy wspomnianej wyżej „niewielkiej inflacji” (np. 2—3%). Praktycznie jest ona nieunikniona w każdej dynamicznej gospodarce. Z reguły jeśli rośnie popyt i podaż oraz zmienia się ich struktura, to następują też zmiany cen wyprzedzające nieco zmiany wielkości realnych. Wynika to choćby z tego, że w praktyce na wzrost ceny podaż reaguje z pewnym opóźnieniem. A więc taka „niewielka inflacja” nie musi być przeszkodą w rozwoju działalności gospodarczej, a jest jej zwykłym objawem. Niektórzy ekonomiści uważają nawet, że wpływa ona korzystnie na dynamikę gospodarki.
Przypadek drugi nie dotyczy typowej, dojrzałej gospodarki kapitalistycznej, lecz np. kraju, w którym następuje przejście od systemu centralnego zarządzania do kapitalizmu (przykładem są lata dziewięćdziesiąte w Polsce, kiedy była wysoka inflacja i szybki wzrost gospodarczy).