Równowaga z niepełnym zatrudnieniem
Zacznijmy od możliwie najprostszego wyjaśnienia tego zjawiska w trybie analizy statycznej. Odkładamy też chwilowo na stronę zarówno handel z zagranicą, jak i ingerencję państwa w gospodarkę. Pominiemy również większość szczególnych problemów związanych z działaniem pieniądza. Mamy więc do czynienia z gospodarką zamkniętą, w której mechanizm rynkowy działa w pełni swobodnie. Nie ma w niej inflacji. Wszystkie te, i inne jeszcze sprawy, będziemy stopniowo wprowadzali do naszej analizy.
Używamy kilku następujących głównych wielkości agregatowych (wszystkie oznaczenia podawane za Keynesem).
Y — łączny dochód tożsamy z produktem krajowym brutto (PKB).
Dochód wydawany jest na oszczędności S i konsumpcję C.
A więc Y=S+C.
Proporcję podziału dochodu na te dwie części wyrażają ułamki:
S C
---- i -----
Y Y
Wielkości te, w terminologii Keynesa, nazywane są skłonnościami odpowiednio — do oszczędności i do konsumpcji. Jeśli więc ludzie w danym kraju oszczędzają ł/5 swoich łącznych dochodów, to mówimy, że ich skłonność do oszczędzania ma taką wartość. W tym przypadku skłonność do konsumpcji wynosi 4/5 (suma tych dwóch ułamków jest równa jedności, gdyż łącznie oszczędności
i konsumpcja składają się na cały dochód). Należy pamiętać, że są to wielkości agregatowe. Z reguły skłonność do oszczędzania (i do konsumpcji) różnych grup łudzi jest niejednakowa.
Jeżeli rozpatrujemy przyrosty dochodu (A Y), to ich podział będą wyrażać krańcowe skłonności do oszczędzania i do konsumpcji i. Ze wzrostem dochodu skłonność do oszczędzania często rośnie. Gdy więc przed zmianą dla całego agregatowego dochodu mogła ona wynosić 115, to z dodatkowego dochodu ludzie mogą zaoszczędzić np. 1/3 i wówczas 2/3 dochodu przeznaczyliby na konsumpcję. Te ostatnie wielkości to są właśnie krańcowe skłonności do oszczędzania i do konsumpcji. Decyzje o tym rozdysponowaniu dochodu podejmują wszyscy, którzy go otrzymują, czyli dochodobiorcy.
Niektórzy uczestnicy życia gospodarczego (nazwijmy ich inwestorami) podejmują decyzje o zakupie rzeczowych czynników wytwórczych i dołączaniu ich do działającego w gospodarce kapitału (też w ujęciu realnym). Tę wielkość nazywamy inwestycjami I. Mowa tu więc o przyroście realnego zasobu czynników rzeczowych zatrudnionych w gospodarce. Tak określonych inwestycji nie należy mylić z inwestycjami pieniężnymi, np. z zakupem papierów wartościowych.
Przypomnjmy to, co mówiliśmy o zasobach i strumieniach w analizie gospodarczej (w rozdziale 1O). Łączna masa środków trwałych (budynków, maszyn i urządzeń) wraz z zapasami i produkcją w toku to zasób kapitału rzeczowego. Inwestycje to powiększenie tego zasobu, a więc strumień. Zasób trwa w czasie, strumień jest jednorazowym przyrostem w ciągu danej jednostki czasu.
Inwestorzy są to przedsiębiorcy, którzy podejmują decyzje na podstawie informacji na temat przewidywanej efektywności inwestycji (spodziewanego zysku, np. z założenia nowego zakładu danego przedsiębiorstwa) oraz obecnej i przewidywanej ceny użytkowania dodatkowego kapitału, czyli stopy procentowej. Przyjmijmy chwilowo upraszczające założenia na temat zależności między wymienionymi wielkościami. W dalszej analizie będziemy je odrzucać lub modyfikować.
Załóżmy (w pewnym przybliżeniu do rzeczywistości), że skłonności do konsumpcji i do oszczędzania są stałe (niezależne od wielkości dochodu), z czego wynika, że wielkość konsumpcji i oszczędzania rośnie proporcjonalnie do wzrostu dochodu. Oczywiście na każdym poziomie dochodu suma konsumpcji i oszczędności jest mu równa. Należy zauważyć, że oszczędności mogą być ujemne (dany kraj zadłuża się za granicą) i wtedy konsumpcja przewyższa dochód (a więc produkcję krajową).
Załóżmy następnie, że wielkość inwestycji nie zmienia się ze zmianą dochodu. Jest to również uproszczenie rzeczywistości (w której takie zmiany istnieją), ma ono jednak pewne uzasadnienie. Mianowicie decyzje o inwestycjach podejmują tylko przedsiębiorcy, a nie wszyscy otrzymujący dochód, i dlatego decyzje te nie muszą koniecznie zmieniać się ze zmianą agregatowego dochodu w danym kraju.
Jak już jednak powiedzieliśmy, wszystkie te uproszczenia będą stopniowo eliminowane i nasza analiza będzie się coraz bardziej komplikować zgodnie z tym, co obserwujemy w rzeczywistości. Zaczynamy jednak od ujęcia możliwie najprostszego. Problem, jaki mamy rozpatrzyć, składa się z dwóch elementów: równowagi, czyli zgodności między rozpatrywanymi wielkościami, i optimum, czyli pełnego i efektywnego zatrudnienia wszystkich czynników wytwórczych będących w dyspozycji w danej gospodarce. Podobnie jak w dotychczasowych analizach, musimy rozróżnić wielkości zamierzone, czyli ex anie, i wielkości zrealizowane (fakty dokonane), czyli ex post.
Problem równowagi to sprawa warunków, jakie muszą być spełnione, aby wystąpiła zgodność popytu z podażą zarówno na dobra konsumpcyjne, jak i na dobra inwestycyjne. Całość produktu krajowego składa się bowiem z tych dwóch rodzajów dóbr.
W tym momencie występuje z całą wyrazistością fakt, że nasz agregatowy dochód, który utożsamiliśmy na początku z produktem krajowym brutto, jakby się rozszczepia. Jako dochód dzieli się na konsumpcję i oszczędności (C + S), jako produkt składa się z dóbr konsumpcyjnych i z dóbr inwestycyjnych (C+ D).Aby więc była równowaga, konsumpcyjna część dochodu (popyt) musi się równać masie wytworzonych dóbr konsumpcyjnych (podaż), zaoszczędzona zaś część dochodu (która w rękach przedsiębiorców określi ich popyt na czynniki wytwórcze) musi się równać masie wytworzonych dóbr inwestycyjnych (podaż), czyli S = I.
Ex post te wielkości są oczywiście sobie równe. Jeśli wyłączyliśmy handel zagraniczny, to konsumenci mogą nabyć tylko tyle dóbr konsumpcyjnych, ile ich wytworzono, masa wytworzonych dóbr inwestycyjnych określi zaś, ile w całym społeczeństwie można zaoszczędzić (czyli nie skonsumować). To drugie powinno być oczywiste, jeśli uświadomimy sobie, że mówimy o wielkościach realnych. Nie zajmujemy się teraz oszczędnościami w postaci np. schowanych w materacu biletów NBP, lecz o tej części dochodu całej gospodarki, która nie została skonsumowana, lecz dołączona do rzeczowego kapitału produkcyjnego.
A więc warunkiem, który musi być spełniony, aby w całej gospodarce panowała równowaga, jest zrównanie zamierzonych oszczędności z zamierzonymi inwestycjami, czyli Se~ anie = „ex ante• Niestety wielkości te określają różni ludzie opierający swoje decyzje na różnych informacjach i preferencjach: o jednych decydują wszyscy dochodobiorcy, o drugich inwestorzy.
Z kolei problem optimum polega na tym, że chodzi o tę szczególną równowagę, przy której nie tylko wszyscy przedsiębiorcy racjonalnie wykorzystują swoje możliwości podukcyjne, ale też zatrudnione są wszystkie dostępne w danym kraju czynniki wytwórcze. Oznacza to więc także równowagę na rynkach wszystkich czynników wytwórczych.
W teorii keynesowskiej termin równowaga jest stosowany do sytuacji, kiedy część czynników wytwórczych (w szczególności pracy) pozostaje niewykorzy
stana. W rozumieniu rygorystycznym jest to więc równowaga na rynkach dóbr
i ewentualnie na rynkach niektórych czynników wytwórczych. Toteż należy
zauważyć, że używane w tym rozdziale określenie „równowaga z niepełnym
zatrudnieniem” dotyczy omawianej tu teorii i nie jest zgodne z tym, co mówiliśmy
w mikroekonomii o równowadze ogólnej (rozdział li).