Polityka pieniężna
Polityka pieniężna (zwana też monetarną) dotyczy przede wszystkim kształtowania podaży pieniądza. Pojawiają się tu trzy główne problemy: kto kształtuje tę podaż, jakimi metodami i do czego zmierza ta polityka?
Pierwszym problemem jest, kto to robi. W niektórych krajach decyduje o tym sam rząd (wariant totalitarny), w innych tylko bank centralny. Ten drugi przypadek jest raczej rzadki. Przykładem mogą być współczesne Niemcy i Stany Zjednoczone. Najczęściej wielkość podaży określają obie te instytucje, albo zgodnie, wspólnie, albo w wyniku tarć i przetargów. W Polsce współczesnej mamy do czynienia z ostatnim przypadkiem w obu wariantach. Powołany w ramach Unii Monetarnej Europejski Bank Centralny ma być najbardziej niezależnym bankiem centralnym w Europie, a jego głównym celem jest osiąganie stabilnego poziomu cen.
Nawiązując do sprawy niezależności banku centralnego (o czym była mowa w rozdziale 15), można wyróżnić trzy sytuacje, w których bank centralny jest: 1) niezależny od rządu (Niemcy, Stany Zjednoczone); 2) umiarkowanie, „średnio” zależny (Wielka Brytania, Francja, także Polska); 3) silnie zależny od rządu (Włochy, Hiszpania).
Niezależność banku centralnego łączy się głównie z rozwiązaniami instytucjonalnymi (szczególnie tryb powoływania i odwoływania władz banku) oraz z uprawnieniami do mniej lub bardziej swobodnego stosowania instrumentów polityki pieniężnej. O metodach kontrolowania podaży pieniądza przez bank centralny była mowa wcześniej. Tu możemy wyróżnić dwa podstawowe, skrajne warianty polityki pieniężnej. Wariant pierwszy mamy wtedy, kiedy centralnie są ustalane najważniejsze wielkości ekonomiczne o charakterze parametrycznym, a przede wszystkim stopy procentowe i kursy walut. Należy zauważyć, że decyzja w tej sprawie, nawet jeśli jest oparta na starannych i kompetentnych analizach, zawsze ma charakter arbitralny. Nikt nie jest bowiem w stanie dokonać w pełni wiarygodnej symulacji tego, co się zdarzy na rynku pieniężnym. W tym przypadku podaż pieniądza ma charakter wynikowy. Jeśli władze nie narzucą systemu waluty reglamentowanej, to muszą zaopatrywać rynek w taką ilość pieniądza, na jaką jest popyt, wywołany m.in. przez ustalone przez te władze stopy procentowe i kursy.
Wariant drugi to określanie (znów arbitralnie) wielkości podaży pieniądza i wtedy wynikowe są stopy procentowe (i kursy), które kształtują się swobodnie na rynku.
W praktyce mamy najczęściej rozwiązania mieszane. Władze określają np. niektóre stopy procentowe i kursy i (lub) narzucają dopuszczalne przedziały ich kształtowania się na rynku, a równocześnie stosują zarówno bezpośrednią ingerencję w kreację pieniądza, jak i różne inne środki wpływania na sytuację na rynku pieniężnym (określanie wielkości rezerwy obowiązkowej dla banków komercyjnych, operacje otwartego rynku).
Na przykład w Polsce na początku lat dziewięćdziesiątych NBP kontrolował podaż pieniądza przez prowadzenie polityki dodatniej (realnie) i raczej wysokiej stopy procentowej oraz stałego kursu walutowego. Służyło to walce z inflacją. Polityka NBP była wysoce restrykcyjna. Później była ona stopniowo coraz bardziej rozluźniana.
Polityka fiskalna i polityka pieniężna łącznie kształtują podaż pieniądza i mają decydujący wpływ na równowagę rynków pieniężnych: umacniają ją albo naruszają czy nawet burzą. Obaj główni decydenci — rząd i bank centralny — są zainteresowani w stabilizacji, a więc w osiąganiu i utrzymywaniu równowagi. Istnieją tu jednak też istotne rozbieżności. Mając na uwadze, w pierwszym rzędzie, zrównoważenie budżetu (co w praktyce najczęściej oznacza pokrycie deficytu), rządy chętnie widzą zwiększenie podaży pieniądza, mimo że grozi to inflacją. Warto przy tym zauważyć, że spadek siły nabywczej pieniądza zmniejsza ciężar długu publicznego, może to więc być, mimo obaw, atrakcyjne dla rządu, przynajmniej doraźnie. Natomiast statutowym zadaniem banku centralnego jest zwalczanie inflacji. Gdyby więc rząd miał ochotę nałożyć na gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa „podatek inflacyjny”, zadaniem banku centralnego jest przeciwstawienie się mu przez ograniczenie finansowania deficytu budżetowego. W Polsce Konstytucja w ogóle zabrania kredytowania deficytu budżetowego przez bank centralny, o czym już wcześniej była mowa. Na tym polegają zasadnicze tarcia i spory, jakie obserwujemy między ministrami finansów i prezesami banków centralnych. Tymczasem zgodna współpraca między nimi jest korzystna z punktu widzenia równowagi na rynkach pieniężnych i w całej gospodarce. Należy jednak zauważyć, że taka zgodna działalność na rzecz równowagi pieniężnej może się odbywać i najczęściej odbywa się kosztem wystąpienia takich niekorzystnych zjawisk, jak wzrost bezrobocia. Restrykcyjna polityka banku centralnego hamuje inflację, ale utrudnia też zwiększanie wydatków rządowych, które mogłyby zwiększać zatrudnienie. Te rozbieżności nie jest łatwo wyeliminować na gruncie teorii ekonomii. Rady ekonomistów są tu bardzo różne, często całkiem sprzeczne. Jak pamiętamy z rozdziału 16, zwolennicy teorii Keynesa przyjmują na ogół, że korzystne jest zmniejszanie bezrobocia kosztem umiarkowanej inflacji. Monetaryści sądzą jednak, że taka zamiana, jeśli w ogóle możliwa, działa tylko doraźnie. Ich zdaniem, kiedy nie stosuje się restrykcyjnej polityki pieniężnej i fiskalnej, na dłuższą metę można się spodziewać i bezrobocia i inflacji (zob. rozdział 1 8). Dlatego dwie są główne rady monetarystów: po pierwsze, zwiększać podaż pieniądza w stałej proporcji do zmian aktywności gospodarczej (godząc się tym samym na bezrobocie), ale, po drugie, popierać wzrost podaży, m.in. przez ograniczanie obciążeń podatkowych (co, przynajmniej doraźnie, oznacza większy deficyt budżetowy).